27

kw.

Nowy stadion: szansa czy zagrożenie dla miasta? »

Architektura i Urbanistyka

Ta inwestycja prawdopodobnie nie zwróci się finansowo. Dlaczego więc budujemy stadion? Trudno uwierzyć, ale we Wrocławiu nie było jeszcze debaty na ten temat. Inwestycja uchodzi za niepodważalną, objęta jest politycznym consensusem. Tym ciekawsza była konfrontacja prominentnych zwolenników i przeciwników budowy stadionu podczas debaty Habeas Lounge.

Wrocławskie media chętnie mówią i piszą o stadionie budowanym na Euro 2012. Tyle że nie kwestionują sensowności samej inwestycji – śledzą jedynie tempo jej realizacji. A przecież to ogromne przedsięwzięcie, jego wartość szacowana jest na ponad 850 mln zł, miasto zaciąga pół miliarda złotych kredytu na ten cel. W dodatku oficjalne plany wykorzystania stadionu po Euro 2012 są dość ogólnikowe, co nie napawa optymizmem.

Główne siły polityczne – w tym krytykująca prezydenta Platforma Obywatelska – zgadzają się, że stadion trzeba zbudować. I już.

Jednak inwestycja w stadion nie jest niepodważalną świętością. Gdy w latach 90. kilkadziesiąt amerykańskich miast dofinansowało budowę lub remonty stadionów, pojawiły się głosy krytyczne wobec takiej formy wydawania pieniędzy podatników. Warto sięgnąć po tamte opinie, bo brzmią wyjątkowo świeżo w 2010 r. w Polsce.

O nieopłacalności inwestowania miejskich pieniędzy w stadiony szczegółowo pisali w 2000 r. dwaj amerykańscy ekonomiści – John Siegfried i Andrew Zimbalist. Przeciwnikiem budowania takich obiektów przez samorządy jest teżRichard Florida, jeden z najbardziej znanych i popularnych współczesnych socjologów miasta, twórca i propagator koncepcji tzw. klasy kreatywnej (o stadionach pisze krytycznie w swojej najważniejszej książce, „The Rise of the Creative Class”). Co ciekawe, na Floridę (w innym, bardziej ogólnym kontekście) powoływał się w jednym ze swoich wystąpień Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, a więc główny entuzjasta budowy nowego stadionu (zapis tego przemówienia, zatytułowany „Dwie kultury”, był dostępny w 2009 r. na stronie ruchu Polska XXI; obecnie już go tam nie ma).

W Polsce krytykiem inwestowania publicznych pieniędzy w wielkie obiekty sportowe jest Edwin Bendyk, znany publicysta tygodnika „Polityka”bloger, dyrektor Ośrodka Badań nad Przyszłością Collegium Civitas. To on był głównym gościem debaty Habeas Lounge o stadionie. Przytoczył opinie Siegfrieda i Zimbalista oraz Floridy. Przypomniał, że duże imprezy sportowe – olimpiady, czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej – często kończą się finansową klęską organizatorów. Przykładem jest olimpiada w Atenach (2004), która pochłonęła miliardy dolarów z budżetu państwa, wpędziła je w długi i prawdopodobnie przyczyniła się do wybuchu obecnego kryzysu gospodarczego w Grecji.

Bendyk zastanawiał się, co pcha polityków do bezrefleksyjnego ładowania setek milionów złotych w budowę stadionu, który nie zwróci się finansowo, podczas gdy wydanie kilkunastu milionów złotych w kolekcję sztuki współczesnej jest zdarzeniem rzadkim i uchodzi za przejaw ogromnej szczodrości. W Warszawie – mówił publicysta „Polityki” – buduje się obecnie dwa duże stadiony na kilkadziesiąt tysięcy miejsc (Stadion Narodowy i Legia), myśli się o trzecim (Polonia). Tymczasem na mecz piłkarski w stolicy przychodzi 5 tys. osób. Dla porównania, publiczność spektakli teatralnych w stolicy szacowana jest na kilkadziesiąt tysięcy widzów.

Może więc lepiej inwestować w sztukę, niż w stadiony? Bendyk mówił o tym szerzej podczas niedawnego seminarium z cyklu „Kultura i rozwój” zorganizowanego przez Ośrodek Badań nad Przyszłością Collegium Civitas i Narodowe Centrum Kultury. Więcej – w blogu Ośrodka.

Warto przeczytać też kwestionujący budowę Stadionu Narodowego tekst Adama Grzeszaka „Jarmark narodowy”, opublikowany w lutym 2010 r. w „Polityce”.

Ale inwestowanie publicznych pieniędzy w stadiony ma swoich entuzjastów. – Stadiony nie zwrócą się finansowo – przyznawał podczas debaty Habeas Lounge Michał Janicki, dyrektor Departamentu Spraw Społecznych Urzędu Miasta Wrocławia, bezpośrednio odpowiedzialny za budowę nowego stadionu. – Chodzi o to, by nie przynosiły strat – zaznaczył. I przekonywał, że stadion ma być wizytówką miasta, ma wzmacniać tożsamość jego mieszkańców. Poza tym – argumentował Janicki – celem budowy takich obiektów jest „przygotowanie imprez, które są najważniejsze na świecie”. – W przeliczeniu na spoty reklamowe jest to chyba opłacalna inwestycja w promocję miasta – tłumaczył.

Michał Janicki chwalił stadion wybudowany na potrzeby olimpiady w Pekinie (2008), który teraz służy m.in. za atrakcję turystyczną. Czy to oznacza, że inwestując w taki obiekt budujemy sobie zabytek? – Też – odpowiedział bez wahania Janicki.

Nowy wrocławski stadion w przyszłości ma utrzymywać się nie tylko z piłki nożnej, ale też z koncertów, konferencji, czy wynajmu powierzchni biurowej. Stadion Olimpijski nie jest dla niego konkurencją jako miejsce na duże koncerty, bo obiekt ten nie umożliwia ściągania gwiazd światowego formatu. Z kolei powstające przy Hali Ludowej/Stulecia centrum kongresowe (podobnie jak część Narodowego Forum Muzyki przeznaczona na ten sam cel) nie jest konkurencją na polu organizacji konferencji, bo – jak przekonywał Janicki – Wrocław stawia na tzw. turystykę biznesową i celowo tworzy dla niej jak największą infrastrukturę.

Szczegółowy biznesplan działania stadionu po Euro 2012 nie jest tajemnicą, może być udostępniony przez władze miasta wszystkim chętnym – zapewnił Michał Janicki.

W podobnym duchu wypowiadał się m.in. Wojciech Kazanecki, szef Dolnośląskiego Ośrodka Studiów Strategicznych(DOSS). Jego zdaniem, piłka nożna w najbliższych latach utrzyma swoją pozycję jako najpopularniejsza dyscyplina sportu. Zaś takie turnieje jak Liga Mistrzów czy Liga Europejska będą ważniejsze niż ligi narodowe. Mało tego, duże miejskie kluby mogą stać się – z punktu widzenia kibiców – ważniejsze od reprezentacji.

– Może więc stadion we Wrocławiu to dobry pomysł – zastanawiał się Kazanecki. Dodał jednak, że sporym wyzwaniem dla miasta jest fakt, iż mecze Śląska Wrocław nie cieszą się dużą popularnością.

Zdaniem Kazaneckiego, politycy podejmują decyzje o budowie stadionów, bo kierują się zasadą „chleba i igrzysk”. –Wiedzą, że przecinając wstęgę, zapewniając ludziom masowe wydarzenie dają im emocje. Te zaś są i będą ważne w polityce – podkreślał szef DOSS.

Kazaneckiego poparł Bartłomiej Knapik, dziennikarz portalu TUWroclaw.com, kibic Śląska Wrocław. Jego zdaniem, władze miasta podjęły decyzję o budowie stadionu uznawszy, że większość wrocławian po prostu tego chce. Skoro tak, to mamy do czynienia nie z racjonalnością ekonomiczną, a postpolityczną, czyli z rządzeniem w oparciu o sondaże.

Dorota Monkiewicz, wicedyrektorka Wydziału Kultury Urzędu Miasta Wrocławia, szefowa projektu Muzeum Współczesnego Wrocław opowiedziała o swojej niedawnej rozmowie z Michaelem Brillem, przedstawicielem operatora który ma zarządzać wrocławskim stadionem. – Jest przekonany o kulturotwórczej roli stadionów jako miejsca koncertów i innych tego typu okazjonalnych imprez – mówiła. – Szanując jego punkt widzenia, warto się jednak zastanowić, czy takie doraźne wydarzenia, które nie pozostawiają po sobie w mieście żadnego śladu, rzeczywiście przyczyniają się do budowy lokalnego potencjału kulturowego.

Kulturotwórczą rolę wielkich imprez sportowych Monkiewicz widzi w powstającej dla nich nowej strukturze urbanistycznej, jak na przykład w Barcelonie, gdzie każda międzynarodowa impreza przyczyniała się do powstania wybitnych realizacji architektonicznych i zabudowy nowych kwartałów miasta.

Sporo emocji wywołało wystąpienie Radosława Szmita Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia, który przekonywał, że zamiast budować nowy stadion, miasto powinno było przystosować Stadion Olimpijski na potrzeby Euro 2012. Z kolei Paweł Karpiński (Towarzystwo Urbanistów PolskichUrząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego) wskazywał, że nowy obiekt będzie bardzo daleko od centrum Wrocławia. Poza tym miasto ma wiele pilniejszych potrzeb. – Chcę stadionu. Ale naszym problemem są korki i dziury w drogach. Niedawno też okazało się, że za takie same pieniądze, które pochłonie stadion moglibyśmy wybudować sobie metro – argumentował. – Koncertami i tak nie przebijemy Pragi i Berlina – dodał.

Z tymi opiniami polemizował Michał Janicki. Przekonywał, że nowy stadion będzie znacznie lepiej skomunikowany niż jest to w ogóle możliwe w przypadku Stadionu Olimpijskiego. Poza tym – wbrew pozorom – nie jest to lokalizacja peryferyjna, bo okolica, w której powstaje nowy obiekt dynamicznie rozwija się.

Przyszłość jest jednak nieprzewidywalna. – Nie chciałbym, by nowy wrocławski stadion skończył tak jak obiekty sportowe w Wałbrzychu. Były aktywne jeszcze 20 lat temu, dziś nie zostały z nich nawet fundamenty – przestrzegał Karpiński.

Źródło: http://www.habeaslounge.pl/index.php/o-wroclawiu/67-nowy-stadion-szansa-czy-zagroenie-dla-miasta

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
Nowy stadion: szansa czy zagrożenie dla miasta?, 10.0 out of 10 based on 1 rating

Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia - Tumw.pl - Wszelkie Prawa zastrzeżone
kontakt@tumw.pl